Banki sypnęły menedżerom

grudzień 31, 2007

Ponad 139 milionów złotych wyniosły w pierwszym półroczu tego roku wynagrodzenia dla osób zasiadających we władzach spółek WIG20 i pozostałych banków, pisze “Parkiet”.

Największe wynagrodzenie w I półroczu br. wypłacił BRE Bank. Należy jednak zauważyć, że firma nie podaje wypłaconych wynagrodzeń w rozbiciu na zarząd i radę nadzorczą – odnotowuje gazeta giełdy. Według niej, pozycja “wynagrodzenia członków organu zarządzającego i kluczowego personelu kierowniczego” opiewa na blisko 22,3 mln zł.

Za BRE Bankiem uplasowało się Pekao, pod wodzą prezesa Jana Krzysztofa Bieleckiego. Firma wypłaciła członkom zarządu w I półroczu tego roku wynagrodzenia w wysokości niemal 16,8 mln zł – podaje “Parkiet”. W podobnym okresie zeszłego roku kwota wynagrodzenia była niższa i wyniosła w Pekao około 12 mln zł.

Kierowana przez prezesa Macieja Wituckiego Telekomunikacja Polska wypłaciła członkom zarządu ponad 14,1 mln zł. Należy jednak zaznaczyć, iż istotną pozycją były tutaj odprawy dla odchodzących członków zarządu (np. były prezes Marek Józefiak otrzymał 6,4 mln zł) – czytamy w gazecie giełdy “Parkiet”.
Praca w Danii Praca w Danii

Tania siła robocza i wysokie kwalifikacje pracowników są dla zagranicznych firm jedną z głównych zachęt do inwestowania. Praca w Polsce robi się coraz droższa, a na rynku brakuje rąk do pracy. Czy to zniechęci inwestorów?

Firmy z kapitałem zagranicznym zatrudniają w naszym kraju około 1,2 mln osób. Według danych Ernst & Young dzięki nowym projektom inwestycyjnym w zeszłym roku w Polsce koncerny zagraniczne stworzyły ponad 31 tys. miejsc pracy – najwięcej w Europie.

Ale na horyzoncie pojawiają się chmury. Rynek pracy staje się coraz mniej przyjazny dla pracodawców, i to mimo że bezrobocie jest ciągle na wysokim poziomie około 12 proc. – W II kw. aż 60 proc. pracodawców miało problem z dostępnością do dobrych pracowników – mówił wczoraj na panelu zorganizowanym przez Polską Agencję Informacji i Inwestycji Zagranicznych wiceminister gospodarki Paweł Poncyliusz. Tysiące Polaków wyjechało za chlebem za granicę, a kłopoty ze znalezieniem pracowników windują do góry pensje w Polsce – obecnie rosną one w tempie nawet 10 proc. w skali roku. A szybko rosnące koszty pracy obniżają naszą konkurencyjność.

Dlatego zdaniem wiceministra Poncyliusza poważnym wyzwaniem w przyszłości będzie dopilnowanie, by te firmy, które obecnie u nas stawiają fabryki, za jakiś czas nie zdecydowały się na ich przeniesienie do krajów o niższych kosztach pracy, np. za naszą wschodnią granicę.
Praca w Irlandii Praca w Irlandii

Firmom trudno jest elastycznie regulować czas pracy pracowników, bo przepisy są zbyt restrykcyjne. Więcej osób jest zatrudnionych na czarno, a problemy z podjęciem pracy mają np. matki wychowujące dzieci. Pracodawcy chcą wprowadzenia m.in. ruchomego czasu pracy, pisze “Gazeta Prawna”.

Przepisy kodeksu pracy znacznie ograniczają możliwość wprowadzenia przez firmy sytemu pracy weekendowej, skróconego tygodnia czasu pracy, indywidualnego rozkładu czasu pracy czy przerywanego systemu czasu pracy. Firmy nie mogą więc dostosować polityki kadrowej do aktualnych potrzeb, chętniej zatrudniają osoby na podstawie umów cywilnoprawnych lub na czarno, a problemy ze znalezieniem pracy mają np. matki wychowujące dzieci. Co więcej, firmy obawiają się stosowania elastycznych rozwiązań, bo od 1 lipca tego roku za złamanie przepisów dotyczących czasu pracy grozi im grzywna do 30 tys. zł. Przedsiębiorcy chcą zmian i domagają się na przykład wprowadzenia ruchomego czasu pracy.

Przerywany znaczy martwy

W opinii ekspertów najwięcej kłopotów stwarza pracodawcom stosowanie przerywanego systemu czasu pracy.
- Jego wprowadzenie jest tak utrudnione, że w praktyce to martwy przepis – mówi gazecie prof. Krzysztof Rączka z Uniwersytetu Warszawskiego.

Aby zastosować rozkład pracy przewidujący przerwę w pracy w ciągu doby (nie dłuższą niż pięć godzin), pracodawca musi to uzasadnić rodzajem pracy lub jej organizacją. Dodatkowo systemu tego nie można wprowadzić m.in. dla zatrudnionych przy dozorze urządzeń, pilnowaniu mienia i osób czy w ruchu ciągłym. Największym ograniczeniem jest jednak fakt, że zastosowanie przerywanego czasu pracy jest możliwe w zakładach, w których funkcjonują układy zbiorowe.
- A liczba istniejących układów wciąż spada – zauważa prof. Krzysztof Rączka.
Praca w Dublinie Praca Dublin

W I półroczu 2007 roku powstało 392,5 tys. nowych miejsc pracy, wynika z raportu Głównego Urzędu Statystycznego. Według GUS w 544,6 tys. zbadanych firm pracowało w sumie 9,94 mln osób.

W badaniu wzięło udział 544,6 tys. jednostek, z czego 13,2% jednostek należało do sektora publicznego, a 86,8% – do sektora prywatnego.
“Liczba pracujących w zbadanych jednostkach w końcu czerwca 2007 r. wynosiła 9943,2 tys. osób, przy czym w podmiotach sektora publicznego – 34,0%, sektora prywatnego – 66,0%, w jednostkach dużych – 57,6%, w jednostkach średnich – 22,5% oraz małych 19,9%. Najwięcej pracujących było w jednostkach prowadzących działalność w zakresie przetwórstwa przemysłowego, handlu i napraw, edukacji oraz obsłudze nieruchomości i firm” – wynika z raportu.

Na ogólną liczbę 544,6 tys. zbadanych podmiotów, 58,0 tys., tj. 10,7% dysponowało w końcu II kwartału br. wolnymi miejscami pracy, z tego 9,2% to były jednostki sektora publicznego, a 90,8% jednostki sektora prywatnego. Wolne miejsca pracy – 216,6 tys. koncentrowały się w sektorze prywatnym (89,0%) i w jednostkach małych (41,3%). “Najwięcej wolnych miejsc pracy zanotowano w jednostkach przetwórstwa przemysłowego (29,8%). Dość dużą liczbą wolnych miejsc pracy dysponowały jednostki prowadzące działalność w zakresie handlu i napraw, budownictwa po 20,3%, obsługi nieruchomości i firm – 9,1%, transportu gospodarki magazynowej i łączności – 5,7% oraz administracji publicznej i obrony narodowej; obowiązkowych ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych – 3,4%.” – czytamy dalej. Z badania wynika, że stale rośnie liczba nowych miejsc pracy. “W I półroczu 2007 roku powstało 392,5 tys. nowych miejsc pracy, z tego 7,9% w sektorze publicznym, a 92,1% w sektorze prywatnym. Miejsca te zostały utworzone w 16,8% zbadanych jednostek” – podał GUS.
Praca w Irlandii Praca w Irlandii

Mało kto chce liczyć głosy, dostając za cały dzień pracy maksymalnie 165 złotych. Nie zdziw się, jeżeli odbierzesz telefon z propozycją pracy… w komisji wyborczej. Urzędnicy będą dzwonić na chybił trafił, by tylko znaleźć chętnych do liczenia głosów. Brakuje ponad setki osób – pisze “Życie Warszawy”.

W stolicy są 834 komisje obwodowe, czyli lokale, w których będziemy głosować. W każdej będzie pracowało kilka osób. Na Białołęce wciąż brakuje 30, na Pradze-Południe 10, w Śródmieściu pięciu, na Ursynowie 40, a Wilanowie i Włochach po dziesięć osób. Będą one potrzebne 21 października w dniu wyborów. Cały czas zgłaszają się do nas chętni do pracy w komisjach wyborczych, ale wciąż brakuje nam 40 osób – powiada “ŻW” Sławomir Mańkowski z urzędu dzielnicy na Ursynowie. Jeśli wystarczająca liczba się nie zgłosi, to burmistrz będzie musiał wyznaczyć do tego pracowników urzędu albo przejmiemy ewentualny nadmiar chętnych z innych dzielnic.

Praca trwa od szóstej rano do nocy, kiedy po zamknięciu lokali komisje liczą głosy. A wiele zarobić się nie da. Członek komisji dostaje 135 zł diety, zastępca przewodniczącego 150 zł, a przewodniczący 165 zł – wylicza Łukasz Pardyka, zastępca urzędnika wyborczego w Warszawie. Mimo to zwykle mamy nadkomplet i trzeba przeprowadzać losowanie – dodaje.

Urzędnicy podejrzewają, że tym razem z namówieniem do pracy może być problem, bo komitety wyborcze, które zwykle zgłaszają swoich ludzi, zostały zaskoczone wyborami. Chętni niezwiązani z partiami to rzadkość. Taka osoba musi najpierw zostać przeszkolona, później przynajmniej pół dnia spędzić w komisji, a następnie do późnej nocy liczyć głosy – wyjaśnia Marek Leśnik, odpowiedzialny za organizowanie wyborów w dzielnicy. Zapłata za taką pracę nie jest zbyt wysoka.

Kto może pracować w komisji? Nie ma dużych wymagań, niepotrzebne jest wykształcenie ani dobra opinia, jak w przypadku kandydatów na ławników. Kandydat musi być tylko wpisany do rejestru wyborców w Warszawie, czyli zameldowany w stolicy. Zgłaszać można się do końca tygodnia.

Co się stanie, jeśli chętni do pracy przy wyborach się nie zgłoszą? Nie ma obaw, że 21 października zastaniemy zamknięte drzwi komisji. Jeśli kandydaci się nie zgłoszą sami, otworzymy listy wyborców i będziemy proponować im tę pracę – mówi “Życiu Warszawy” Łukasz Pardyka.
Oferty pracy za granicą Oferty pracy za granicą

Bezrobotny na uwięzi

grudzień 24, 2007

Czterech na pięciu pracodawców w Polsce nie może znaleźć pracowników, nawet jeśli są gotowi przyjąć ludzi bez kwalifikacji i szkolić ich na własny koszt. Nie ma nawet komu zbierać owoców, choć można zarobić 200 zł za jeden dzień – pisze “Dziennik”.

Minister pracy Joanna Kluzik-Rostkowska ma zamiar to zmienić. Jej pomysł to uruchomienie systemu informatycznego, który będzie śledził każdego zarejestrowanego bezrobotnego i dawał odpowiedź na pytanie, czy przyjmuje on oferty zatrudnienia. Bezrobocie w Polsce to fikcja. Z Diagnozy Społecznej 2007, badania przeprowadzonego pod kierunkiem prof. Janusza Czapińskiego, wynikają podobne wnioski.

Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin: Z pańskich badań do “Diagnozy Społecznej 2007″ wynika, że rzeczywiste bezrobocie w Polsce jest mniejsze, niż podają statystyki.

Janusz Czapiński, główny autor Diagnozy Społecznej: O połowę. Gdyby za bezrobotnych uznać osoby nie tylko zarejestrowane, ale takie, które są gotowe do podjęcia pracy i szukają jej, okazałoby się, że bezrobotnych jest 7,6 proc., a nie 12,5. A więc, że w Polsce milion osób nie jest zainteresowanych pracą.

A więc nadeszły takie czasy, że informacja “jestem bezrobotny” nie powinna już budzić współczucia?

Raczej nie powinna. Jednak pamiętajmy – w Polsce są jeszcze prawdziwi bezrobotni.

A dlaczego ten milion ludzi nie jest zainteresowanych pracą? Mają tyle pieniędzy, że nie muszą szukać zatrudnienia?
Praca w Irlandii Praca w Irlandii

Kto zyska na nowym budżecie?

grudzień 16, 2007

Na zaplanowanych w budżecie podwyżkach najbardziej mają skorzystać osoby najmniej zarabiające i emeryci. Pensje pracowników budżetówki mają wzrosnąć o 2,3 proc., czyli tyle, ile wyniesie planowana inflacja, pisze “Gazeta Prawna”.

Kto zyska

Wśród tych, którzy skorzystają w przyszłym roku, można wskazać wszystkich pracujących, bo płacona przez nich składka rentowa będzie jeszcze niższa. Oprócz tego, zatrudnieni w sektorze publicznym otrzymają podwyżkę na poziomie 2,3 proc., czyli zgodną z przewidywaną średnioroczną inflacją. W nowym roku wyższe będą płace najmniej zarabiających. Jeśli w tym roku zarabiali 936 zł, to w przyszłym nie będą mogli dostać mniej niż 1126 zł (w rezultacie wzrosną też świadczenia oparte na płacy minimalnej).

Ale zyskają też ci, którzy już nie pracują. Politycy zdecydowali bowiem, że przywrócona zostanie coroczna waloryzacja świadczeń emerytalnych i będzie ona oparta nie tylko na inflacji, ale i wskaźniku 20-proc. wzrostu płac w gospodarce. Wreszcie dzięki decyzji parlamentarzystów zyskają też rodzice, bo wzrośnie ulga na posiadane dzieci. Rząd obiecuje też, choć wcześniej to wykluczał, że o kilka miliardów złotych wzrosną nakłady na służbę zdrowia.

Kto za to zapłaci

- Jeśli coś dostajemy w tej chwili, to możemy też coś stracić w przyszłości. Można też zastanawiać się, że skoro więcej wydajemy na świadczenia socjalne, to może mniej wydajemy na inwestycje, na drogi, a wtedy może szybciej spadałoby bezrobocie i firmy chętniej lokowałyby się na wschodzie, a nie tylko na zachodzie Polski – mówi gazecie Rafał Benecki, ekonomista ING Banku.
Praca w Szwecji Praca w Szwecji

Zatrudnianie pracowników w formie telepracy ma być tańsze o około 30 proc. od pracy w tradycyjnych formach. Praca zdalna ma być korzystna, chociaż kilka zapisów w przyjętej ustawie może budzić wątpliwości, zauważa “Gazeta Prawna”.

W Polsce tylko 1 proc. zatrudnionych pracuje na odległość. Aby zachęcić pracodawców do częstszego korzystania z telepracy, posłowie przyjęli nowelizację kodeksu pracy, która określiła prawa i obowiązki telepracowników oraz ich przełożonych. Jeśli podpisze ją prezydent, nowe przepisy wejdą w życie jeszcze w październiku tego roku.

Tymczasem stosowanie w praktyce niektórych rozwiązań przyjętych przez Sejm może budzić wątpliwości. Kłopoty mogą wynikać z konieczności zapewnienia telepracownikom bezpiecznych warunków pracy. Krytykowany jest również sposób przeprowadzenia kontroli ich miejsc pracy.

Przełożony nie będzie musiał co prawda dbać o bezpieczny i higieniczny stan pomieszczeń, w których pracuje telepracownik, ale zgodnie z ogólną zasadą bhp, będzie zobowiązany organizować pracę w sposób zapewniający bezpieczne i higieniczne warunki jej wykonywania. Musi np. wydawać polecenia usunięcia uchybień w tym zakresie oraz kontrolować wykonanie tych poleceń przez podwładnych. Przełożeni będą mogli kontrolować czy pracownik przestrzega jak wykonuje obowiązki oraz jak korzysta z powierzonego mu sprzętu służącego komunikacji z przełożonymi. Przed taką kontrolą pracodawca będzie musiał dodatkowo uzyskać zgodę pracownika.
Praca w Holandii Praca w Holandii

Kobiety bojące się bólu podczas porodu mogą prosić o znieczulenie. Są gotowe zapłacić, tyle że specjalnego zastrzyku nie ma komu wykonać – pisze “Życie Warszawy”.

Pani Marta miała wyznaczony termin porodu na 4 sierpnia. Została przyjęta do szpitala na Solcu. To był jej pierwszy poród. Chciała rodzić ze znieczuleniem, dowiedziała się jednak, że tego dnia znieczulenie zewnątrzoponowe na życzenie pacjentek nie jest wykonywane.

Na szczęście po badaniu okazało się, że nie będę mogła urodzić sama i potrzebuję cesarskiego cięcia. Problemu ze znieczuleniem już nie było – wspomina pani Marta.

Brakuje lekarzy anestezjologów, a ci, którzy są, nie mogą pracować non stop. Znieczulenie zewnątrzoponowe na życzenie jest usługą ponadstandardową – tłumaczy dr Remigiusz Rak, zastępca ordynatora oddziału położnictwa w szpitalu na Solcu.

Dziesięciu anestezjologów z warszawskiej placówki musi każdego miesiąca podzielić między sobą 60 całodobowych dyżurów, które są ich pracą ponadetatową. Muszą być tam, gdzie są najbardziej potrzebni, a znieczulenie zewnątrzoponowe to niestandardowe zamówienie.

Według Związku Anestezjologów, w Polsce brakuje już 900 lekarzy tej specjalizacji. W Anglii zarejestrowanych jest 255 polskich anestezjologów.
Praca w Holandii Praca w Holandii

Adam zawodowiec

grudzień 13, 2007

Adam zarabia dziennie pięćdziesiąt złotych. Każdego dnia po szkole robi obchód. Na gdańskich osiedlach sprawdza pojemniki na śmieci i kontenery. Szuka wszystkiego co da się sprzedać – butelek, puszek, elementów metalowych konstrukcji. Każdego dnia przechodzi kilkanaście kilometrów pchając wózek. Adamowi czasem towarzyszy brat Adrian. – Adrian ma coś z płucami i często zostaje w domu. Za to ja jestem zawodowiec, w godzinę sprawdzam dwadzieścia koszy na śmieci – mówi Adam, ma 13 lat.

Bo ktoś musi

Adam zarabia, bo jak mówi ktoś w domu musi (mama ma niewysoką rentę, tata zniknął, kiedy Adam miał roczek). Rodzina dostaje pieniądze z pomocy społecznej, ale jest ich tak mało, że Adam musiał wziąć sprawy w swoje ręce.
- Najlepsze są puszki, butelki… Raz wygrzebałem karoserię po jakimś wartburgu, to sobie dres kupiłem do szkoły – twierdzi Adam. – Ciężko jest, bo dużo osób chodzi po śmietnikach, a ostatnio pojawiły się takie mulaty z Rumunii, czy skąd one tam są… Najlepszy jest poniedziałek, wtedy leży pełno butelek po sobotnich i niedzielnych imprezach. Raz nawet nie mogłem uciągnąć wózka i butelki zostawiłem w krzakach. Na drugi dzień je zabrałem.

Jakiś grosz

Adam zbiera butelki i złom po szkole, czasem wcześnie rano. Stara się odrabiać lekcje, ale na razie nie ma dużo nauki. Mama w domu zagania go do książek, ma na niego oko. – Nauka jest najważniejsza, zawsze to mówię. Nie chcę, żeby Adaś grzebał w tych śmietnikach, ale się uparł. Mówi, że zamiast biegać z chłopkami woli przynieść do domu jakiś grosz. W domu się nie przelewa, to się zgodziłam – mówi Anna, mama chłopców.
Praca za granicą Praca za granicą