Nauczyciele dostaną więcej?
luty 13, 2008
Od 1 stycznia 2008 r. wynagrodzenia nauczycieli wzrosną o 5,3 proc. Zasadnicza pensja netto nauczyciela stażysty będzie podwyższona z 887 zł do 935 zł miesięcznie, informuje “Gazeta Prawna”.
Z naszych informacji wynika, że rząd Donalda Tuska poprze propozycję podwyżek dla nauczycieli przygotowaną przez ekipę Jarosława Kaczyńskiego. Krystyna Szumilas, kandydatka na sekretarza stanu w Ministerstwie Edukacji Narodowej, potwierdziła, że zostanie wprowadzona oddzielna kwota bazowa dla nauczycieli. W przesłanym do Sejmu przez nowy rząd projekcie nowelizacji Karty Nauczyciela wynosi ona 1947,81 zł. Oznacza to, że kwota, która jest podstawą obliczania średniego wynagrodzenia nauczycieli, wzrośnie o 3,3 proc. W efekcie średnie wynagrodzenie nauczycieli stażystów w 2008 roku wyniesie – 1597,2 zł, kontraktowych – 2434 zł, mianowanych – 3408 zł, a dyplomowanych 4388 zł.
- W budżecie państwa gwarantuje się jednak pieniądze na minimalne wynagrodzenie zasadnicze, które określa w rozporządzeniu minister edukacji narodowej, i nas interesuje, o ile wzrosną pensje zasadnicze – mówi Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego.
Zwyczajowo jednak przyjęło się, że wynagrodzenie zasadnicze wzrasta o taki sam procent jak kwota bazowa dla nauczycieli. Oznacza to, że najprawdopodobniej minimalne wynagrodzenie dla nauczyciela stażysty w 2008 roku wyniesie 1258 zł, kontraktowego – 1491 zł, mianowanego 1889 zł, a dyplomowanego 2195 zł.
- Należy jednak pamiętać, że od stycznia 2008 r. ma być także obniżona wysokość składki rentowej płaconej przez pracowników – mówi Sylwia Sysko-Romańczuk, podsekretarz stanu w Ministerstwie Edukacji Narodowej.
Dzięki temu, a także podwyżce kwoty bazowej, pensje netto nauczycieli wzrosną o 5,3 proc. Nauczyciel stażysta otrzyma więcej o 48 zł, kontraktowy o 57 zł, mianowany o 73 zł, a dyplomowany o 87 zł.
- Takie podwyżki nas nie zadowalają – mówi Sławomir Broniarz. Z obniżenia składki rentowej skorzystają wszyscy pracownicy, a to oznacza, że faktyczne podwyżki dla nauczycieli są żenująco niskie.
Rozpoczynamy przygotowanie do akcji protestacyjnej – dodaje prezes. Przypomina także, że latem nauczycielom obiecywano 9,3 proc. podwyżki.
Z wyliczeń MEN wynika jednak, że aby wypłacić 3,3 proc. podwyżki, w budżecie brakuje jeszcze 130 mln zł. Wzrost płac o 1 proc. kosztuje bowiem 334 mln zł. Tymczasem przyszłoroczna subwencja jest wyższa od tegorocznej tylko o 851 mln zł.
Lubań
Krakowianie coraz częściej nie dostają poczty
luty 13, 2008
W szybkim tempie rośnie liczba skarg i reklamacji na działalność poczty. Krakowianie narzekają na gubienie przesyłek i znaczne opóźnienia w ich dostarczaniu. W większości przypadków przyczyną jest…zbyt mała liczba listonoszy. Tylko w trzecim kwartale 2007 roku krakowska poczta przyjęła 165 skarg , 371 uzasadnionych reklamacji dotyczących listów poleconych i 224 reklamacje dotyczące paczek.
To naprawdę niewiele – zarzeka się Bartłomiej Kierzkowski, regionalny rzecznik prasowy poczty. Przyznaje jednak, że liczba reklamacji i skarg rośnie. Rok temu w identycznym okresie było ich dwa razy mniej. Od ponad tygodnia nie dochodzi do nas poczta – alarmuje Bożena Leśnicka, mieszkanka posesji przy al. Pod Kopcem. – Nie dostajemy wyciągów bankowych i rachunków. To olbrzymi kłopot. Musieliśmy obdzwaniać telekomunikację i elektrownię, aby dowiedzieć się, ile musimy zapłacić.
Do czego to podobne – denerwuje się kobieta. Gdy pani Bożena interweniowała na poczcie, dowiedziała się, że listonosz obsługujący rejon jej ulicy zwolnił się z pracy, a na jego miejsce nie przyjęto innego pracownika. Nie wiadomo więc, kiedy zostanie dostarczona poczta. To wcale nie tak – broni się Bartłomiej Kierzkowski. – Istotnie dwa tygodnie temu zwolnił się jeden listonosz z UP 23 , ale zastępują go koledzy i poczta dostarczana jest co drugi dzień – zapewnia. To tylko jedna z sytuacji, jakie zgłaszają nam prawie codziennie interweniujący Czytelnicy.
Na opóźnione przesyłki skarżą się mieszkańcy wielu rejonów Krakowa z domów przy ul. Kościuszki, ul. Majora, ul. Stachiewicza, osiedli Tysiąclecia i Kalinowego. Nie wszyscy zgłaszają oficjalne skargi na poczcie czy przysyłają reklamacje. Poczta Polska na razie nie ma pomysłu na rozwiązanie problemu. W Krakowie zatrudniamy ok. 400 listonoszów. To nie jest wcale tak mało – przekonuje Bartłomiej Kierzkowski. – A reklamacji i skarg nie ma znowu aż tak wiele – bagatelizuje.
Przedstawiciele związków zawodowych nie podzielają optymizmu kierownictwa poczty. Prawdopodobnie skarg i reklamacji będzie ciągle więcej – podkreśla Bogumił Nowicki, szef NSZZ Solidarność w Poczcie Polskiej. – W 2005 roku sytuacja była zła, a potem po reorganizacji jeszcze się pogorszyła. Brakuje ludzi do pracy, więc klienci narzekają na nasze usługi – dodaje. Po reorganizacji poczty cały kraj został podzielony na 14 regionów.
Zdaniem Nowickiego w każdym z nich brakuje ok. 100-120 listonoszów, czyli ok. 1500 na cały kraj. Zupełnie inną sprawą jest to, że listonosze mają za dużo obowiązków – informuje Nowicki. – Obsługują swoje rewiry, a także te nieobsadzone z powodu braków kadrowych. Nagminnie łamane jest prawo pracy, bo ci ludzie pracują o wiele więcej godzin niż przewidują przepisy. Za pracę dostają mało pieniędzy. Krakowscy listonosze pracują więcej niż ich koledzy w innych miastach kraju.
Obsługują średnio 800-1200 punktów doręczeń. Na przykład w Poznaniu średnia liczba punktów doręczeń to tylko 500. Jednak nawet 500 miejsc doręczeń to i tak za dużo. Sytuację rozwiązałoby przyjęcie przez pocztę większej liczby pracowników do tzw. bezpośredniej obsługi klienta. Nie ma jednak zbyt wielu chętnych do pracy – zauważa Nowicki . – Młodzież odchodzi, zniechęcona odpowiedzialną pracą i niskimi zarobkami.
Gminna Spółdzielnia Gminna Spółdzielnia
Zamiast legalnie pracować, muszą żebrać
luty 3, 2008
Kobiety pochodzą z Ukrainy, Mołdawii, Rumunii. Obiecywano im pracę w handlu lub jako pomoc domowa. Ich dzieci miały mieć w Polsce lepszą przyszłość… Po przekroczeniu granicy, szybko okazywało się, że rzeczywistość jest inna. Ich pracodawcą był szef gangu. A one zamiast pracować legalnie, zmuszane były do żebrania. Czasem zabierano im dzieci, żeby “mieć je w garści”. Dzieci, uśpione środkami, trafiały na ręce innych kobiet. O sprawie pisze “Dziennik”.
W Polsce działają co najmniej trzy gangi zajmujące się zmuszaniem swoich ofiar do żebrania, informuje “Dziennik”. Są one najczęściej werbowane na Ukrainie, czy w Mołdawi. Można też spotkać całe rodziny Rumunów.
Jak donosi gazeta, policji udało się rozbić gang, działający na południu. Na trop trafiono już w ubiegłym roku sprawdzając tożsamośc żebrzącej dziewczynki. Ustalono, że dziewczynka nie jest córką kobiety, która ją pilnowała. Policja odnalazła prawdziwą matkę, dzięki temu dotarła do szfów gangu. Okazało się, że proceder zabierania matkom dzieci był stosowany od dawna.
Jak podaje policja gangsterzy werbowali swoje ofiary z biednych wsi we wschodniej Europie. Wyszukiwali przede wszystkim kobiety, które mogły zabrać ze sobą dzieci. “Cenili” dzieci niepełnosprawne, z dobrze widocznymi ułomnościami. Dla gangsterów takie maluchy były narzędziem do uzyskania jak największego zysku. Jak podaje policja, żeby dzieci wytrzymały siedząc w wózku cały dzień, były szpikowane środkami uspokajającymi. Były też głodzone, bo osoba głodna jest smutniejsza, apatyczna, łatwiej wzbudza litość. Wyznaczano im miejsca przed kościołami, przy cmentarzach oraz ruchliwych skrzyżowaniach i kazano dziennie przynosić co najmniej 200 zł. Jeśli nie dały rady – rósł wyimaginowany dług, który musiały spłacić. Jeśli uzbierały więcej – zabierano im wszystko.
- Dziecko musiało się nie ruszać przez cały dzień. W przeciwnym razie było bite – opowiada gazecie funkcjonariusz z Centralnego Biura Śledczego.
Ile w Polsce jest osób zmuszanych do żebrania? Dokładnych statystyk nie ma. Żebrzące kobiety z dziećmi zobaczyć można niemal w każdym polskim mieście. Kobiety boją się iść na policję albo powiedzieć komukolwiek, że są wykorzystywane.
Praca w Holandii Praca w Holandii