Uciszanie strajków
kwiecień 27, 2008
Lada dzień listonosze mogą przestać pracować. Domagają się podwyżek, grożą strajkiem. Rząd już szuka sposobu na ograniczenie roli związków zawodowych.
Pięć dni temu NSZZ „Solidarność” Pracowników Poczty Polskiej złożył na ręce dyrektora generalnego swoje postulaty. Główny dotyczy podwyżki w wysokości średnio 800 zł brutto na pracownika.
– Dziś mija termin udzielenia odpowiedzi na nasze żądania – mówi Bogumił Nowicki, przewodniczący NSZZ „Solidarność” Pracowników PP. – Jeżeli nie dostaniemy odpowiedzi, wejdziemy w spór zbiorowy. To pierwszy krok w kierunku strajku.
Rząd nie ma zamiaru bezczynnie patrzeć na kolejne protesty. Zapowiada zmiany w ustawie o związkach zawodowych. Premier Donald Tusk przyznał niedawno, że widzi w ustawie wiele wad – m.in. „niezwykłą mnogość” związków zawodowych, co zmniejsza rolę central związkowych.
Punktem przełomowym był strajk górników w kopalni Budryk. Ale 2007 rok pod względem liczby strajków był zatrważający. W sumie było ich aż 1736, podczas gdy w 2006 roku zaledwie 27.
Droga do ustawowego kompromisu może być trudna. Nieoficjalnie się mówi, że rząd ma pomysł, by m.in. związki finansowały się tylko z własnych składek (obecnie łożą na nie pracodawcy) oraz by nie miały swoich lokali w zakładach pracy. Ale na to strona społeczna nie przystanie. – To zamach na demokrację. Na pracy związków korzystają wszyscy zatrudnieni – mówi Alfred Bujara, przewodniczący sekcji krajowej pracowników handlu NSZZ „S”.