Geje i lesbijki ukrywają w pracy swoją orientację
czerwiec 30, 2008
85% polskich gejów i lesbijek ukrywa swoją orientację seksualną w miejscu pracy z obawy przed dyskryminacją. Związki zawodowe powinny zająć się ich problemami – uważa Kampania Przeciw Homofobii (KPH).
KPH zorganizowała w Warszawie międzynarodową konferencję dotyczącą roli związków zawodowych w przeciwdziałaniu dyskryminacji ze względu na orientację seksualną w zatrudnieniu. Uczestniczyli w niej m.in. przedstawiciele OPZZ, Związku Nauczycielstwa Polskiego oraz zagranicznych związków zawodowych.
Lider KPH Robert Biedroń powiedział, że polscy homoseksualiści żyją w ukryciu z obawy m.in. przed utratą pracy, ale także wyśmiewaniem przez współpracowników oraz blokowaniem wykonywania czynności służbowych. Mój kolega podczas rozmów w pokoju nauczycielskim mówiąc o swoim partnerze zmienia końcówki na żeńskie, mówi np. “byłem z nią w kinie” – podkreślał Biedroń.
Dodał, że 85% gejów i lesbijek nie przyznaje się w pracy do swojej orientacji seksualnej. Jak mówił, w polskim społeczeństwie istnieje przekonanie, że homoseksualiści nie powinni demonstrować swojej seksualności.
Przecież osoby heteroseksualne to robią. Pracowałem w wielu firmach i w każdej koleżanki opowiadały, w jaki sposób spędzają czas ze swoim mężem lub partnerem. Trzymały także ich zdjęcia na biurkach. Przecieżnie można zmusić czarnoskórego człowieka, żeby przychodził do pracy w innym kolorze skóry – powiedział lider KPH.
Joanna Gwiazdecka z Fundacji im. Róży Luksemburg podkreślała, że geje i lesbijki dyskryminowani są najczęściej w dużych zakładach przemysłowych oraz w górnictwie.
Z kolei posłanka do Parlamentu Europejskiego Lidia Geringer de Oedenberg przypomniała, że dyrektywę gwarantującą homoseksualistom równouprawnienie w całości implementował do tej pory tylko jeden kraj UE – Hiszpania.
oferty pracy w Szwecji
Dlaczego młodym się opłaca, gdy starzy pracują
czerwiec 29, 2008
Jedna piąta naszych pensji idzie na emerytury i renty dla niepracujących Polaków. Wkrótce może to być jedna trzecia. Czy stać nas na utrzymanie największej w Unii Europejskiej armii młodych emerytów i zdrowych rencistów?
Hanna Nowakowska ma 55 lat. Od roku jest na wcześniejszej emeryturze: – Zostałam zredukowana. Nie byłam jednak gotowa na bezczynność i wraz z koleżankami wzięłyśmy sprawy w swoje ręce. Założyłyśmy portal internetowy poświęcony turystyce dojrzałych kobiet.
– Ludzie po pięćdziesiątce wciąż potrzebują zajęcia, bo praca daje zadowolenie z życia i zaspokaja jedną z najważniejszych potrzeb – bycia potrzebnym – mówi Radosław Kaczan, psycholog społeczny ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie.
Ostatnio nawet sam premier przyznał w orędziu do narodu z okazji 3 Maja: – Skończyłem już pięćdziesiąt lat i nieskromnie powiem, że to niezły wiek na odpowiedzialną pracę.
Skoro wszystko jest tak oczywiste, dlaczego utrzymanie na rynku pracy osób po pięćdziesiątce okazuje się tak trudnym zadaniem? Rząd Donalda Tuska przedstawił dwie istotne propozycje: ustawę ograniczającą liczbę osób uprawnionych do przechodzenia na wcześniejsze emerytury (z obecnych przeszło miliona pracowników do 130 tysięcy) oraz program „Solidarność pokoleń 50+”, który wprowadza rozwiązania mające zachęcić pracodawców do zatrudniania osób po pięćdziesiątce. Dane statystyczne są bowiem alarmujące. Według GUS w tym roku 6,2 miliona Polaków jest w wieku emerytalnym. Ale równocześnie świadczenia emerytalno‑rentowe pobiera 3,5 miliona osób w wieku produkcyjnym.
Wśród osób, które w 2006 roku nabyły prawa emerytalne, tylko 15 procent kobiet i 26,5 procent mężczyzn osiągnęło ustawowy wiek emerytalny (60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn). Inaczej mówiąc, 80 procent nowych emerytur trafiło do ludzi, którzy powinni jeszcze pracować.
Wydany w lutym 2008 roku przez Forum Obywatelskiego Rozwoju raport „Ile kosztują nas wcześniejsze emerytury?” wylicza, że fakt przejścia części osób w 2006 roku na wcześniejszą emeryturę będzie kosztować państwo 8,2 miliarda złotych.
Co więcej, autorzy raportu przeliczają wcześniejsze emerytury na portfele osób pracujących i okazuje się, że obciążenie z tego tytułu dla każdego pracującego wynosi miesięcznie 210 złotych. A jeśli dodać do tego „wyłudzone renty”, to, czytamy w raporcie:- „Świadczenia- dla młodych emerytów i zdrowych rencistów obciążały w 2006 roku przeciętną osobę pracującą kwotą 280 złotych miesięcznie (3363 rocznie)”.
Profesor Leszek Balcerowicz mówi jeszcze dosadniej: w Polsce każda osoba pracująca ma na utrzymaniu jednego niepracującego w wieku produkcyjnym.
Nietykalni emeryci
Ustawa ograniczająca listę zawodów uprawnionych do wcześniejszej emerytury jest więc decyzją zdroworozsądkową. I – o czym mało kto dziś pamięta – zapowiadaną od lat. Już w 1999 roku zakładano, że system wcześniejszych emerytur służący ochronie restrukturyzacji gospodarki zakończy się w 2007 roku.
– Ze względu na presję polityczną przekładano to na 1 stycznia 2008 roku, a teraz 1 stycznia 2009 roku. Ci, którzy pytają, jakim prawem rząd chce odebrać uprawnienia, zapominają o pierwotnej umowie. Uważają, że tę granicę można przesuwać w nieskończoność – twierdzi minister Michał Boni, szef doradców premiera Tuska.
Najgłośniej buntują się nauczyciele. Szef ZNP Sławomir Broniarz zapowiada strajki, gdyby przywileje emerytalne miały zostać odebrane nauczycielom. Są największą grupą mającą utracić prawo do przedterminowej emerytury. Średni wiek wyjścia z zawodu w tej grupie wynosi 54 lata, podczas gdy w Danii sięga on 67 lat. Według rządu nie ma realnych przesłanek, by uznawać warunki pracy nauczyciela za szczególnie trudne.
Co więcej – jak twierdzi ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Jeremi Mordasewicz – statystyczny nauczyciel żyje dwa lata dłużej niż przeciętny Polak. – Mimo to społecznego przyzwolenia na odbieranie przywilejów nie ma. Dlaczego? Bo społeczeństwo nie jest świadome kosztów, jakie musi ponosić, finansując wcześniejsze emerytury – dodaje Mordasewicz.
Buntują się też kolejarze i pracownicy LOT, bo rząd chce oddzielić prawa maszynisty do wcześniejszej emerytury od praw kasjera sprzedającego bilety kolejowe czy pilota i kontrolera ruchu lotniczego od naziemnego mechanika samolotowego. Bunt podsycają związki zawodowe. Rząd jak na razie twardo powtarza: koniec z przywilejami zbiorowymi.
Zarobki prezesów bez ograniczeń
czerwiec 28, 2008
Pensje prezesów państowych firm nie będą już odgórnie ograniczane przez tzw. ustawę kominową, informuje “Gazeta Prawna”.
Rady nadzorcze spółek, w których Skarb Państwa ma ponad 50 proc. udziałów, będą ustalać wynagrodzenia dla członków zarządów. Oznacza to, że miesięczna pensja takich osób, zatrudnionych w około 700 spółkach państwowych (należy do nich m.in. PZU, Ruch czy Lotos), nie będzie wynosić maksymalnie 18,6 tys. zł, jak obecnie, a nawet kilka razy więcej. Tak zdecydowali wczoraj posłowie, którzy skierowali do trzeciego czytania rządowy projekt nowelizacji ustawy z 30 sierpnia 1996 r. o komercjalizacji i prywatyzacji (t.j. Dz.U. z 2002 r. nr 171, poz. 1397 z późn. zm.).
Zgodnie z projektem, pensje menedżerów podlegałyby kontroli resortu skarbu lub akcjonariuszy. Minister tego resortu miałby możliwość obniżenia wynagrodzenia menedżerów w podległych mu spółkach w sytuacji, gdyby nie podejmowali oni działań zwiększających wartość firm.
W opinii Marka Suskiego z PiS, takie rozwiązanie spowoduje, że tylko minister skarbu będzie miał nieograniczoną władzę, by znacznie obniżyć pensje prezesom tych firm, których nie udało mu się odwołać.
Dlatego PiS zamierza głosować za odrzuceniem projektu. Klub parlamentarny Lewica również będzie tak głosował. Poseł Ryszard Zbrzyzny zaznaczył, że jeśli projekt nie zostanie odrzucony, wówczas jego klub złoży do prezydenta wniosek o zawetowanie ustawy. Innego zdania jest poseł Adam Krzyśków z PSL, który zaznaczył, że konieczna jest zmiana zasad wynagradzania kadry zarządzającej spółek z udziałem SP. W jego przekonaniu, można by jedynie wprowadzić zakaz pracy takich osób w spółkach zależnych.
Wszystko więc wskazuje na to, że większość posłów będzie za zniesieniem limitów pensji menedżerów w spółkach państwowych.
Dorobisz na macierzyńskim
czerwiec 27, 2008
Osoby przebywające na macierzyńskim uzyskają możliwość czasowego dorabiania u swojego pracodawcy, zachowując w tym czasie prawo do zasiłku, informuje “Rzeczpospolita”.
“Rzeczpospolita” podaje, że ministerstwo podtrzymuje deklarowaną wcześniej chęć wydłużenia urlopu macierzyńskiego. Jego wymiar ma być wydłużany stopniowo z 18 do 26 tygodni w razie urodzenia jednego dziecka przy jednym porodzie oraz z 28 do 39 tygodni w razie urodzenia więcej niż jednego dziecka przy jednym porodzie.
Nowością jest propozycja podzielenia urlopu macierzyńskiego na część obligatoryjną i fakultatywną. Rodzice będą mieli możliwość określenia, jak długo chcą osobiście opiekować się nowo narodzonym dzieckiem, w zależności od swoich potrzeb i sytuacji materialnej czy rodzinnej. W razie urodzenia jednego dziecka obowiązkowy urlop ma wynieść 20 tygodni, w wypadku dwóch i więcej trzeba będzie wykorzystać 31 tygodni. Oznacza to, że dodatkowy urlop będzie wynosił odpowiednio sześć i osiem tygodni.
Gazeta podaje też, że nowe rozwiązania mają aktywizować zawodowo kobiety, które pozostaną na macierzyńskim. Dodatkowy urlop będzie wykorzystywany tylko na pisemny wniosek pracownicy. Po drugie, nawet jeśli zechce ona skorzystać z przedłużonego urlopu, to będzie w tym czasie mogła u swojego pracodawcy zarabiać na część etatu. Zgodnie z projektem kobieta uprawniona do dodatkowego urlopu może pracować w macierzystej firmie w wymiarze nie wyższym niż połowa etatu. Podjęcie pracy zawsze ma następować na wniosek zainteresowanej, który powinien trafić do firmy najpóźniej na siedem dni przed planowanym powrotem. Kobieta określi w nim wymiar czasu pracy oraz okres, przez który zamierza łączyć dodatkowy urlop macierzyński z pracą. Taki wniosek będzie dla pracodawcy wiążący. Nowe przepisy mają wejść w życie od 1 stycznia 2009 r.
ranking oprocentowania lokat
W Rzeszowie zakończył się strajk miejskiego przewoźnika
czerwiec 26, 2008
O północy z poniedziałku na wtorek zakończył się 24-godzinny strajk kierowców z Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego (MPK) w Rzeszowie. Związki zawodowe działające w firmie domagają się 20% podwyżki, szefostwo spółki oferuje tylko 6%.
W poniedziałek nie doszło do żadnych rozmów między stronami. Prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc powiedział na konferencji prasowej, że oferta podwyżki w wysokości 6% jest ostateczna.
Żądania płacowe w MPK na dziś są nie do spełnienia. Kierowcy zarabiają średnio 3 240 zł. brutto, z nagrodami i premiami. Możemy zastanowić się nad wyższymi podwyżkami, jeśli MPK przedstawi plan restrukturyzacji – dodał.
Zdaniem Ferenca, większa podwyżka niż 6% grozi utratą płynności lub nawet upadkiem spółki.
Przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego Pracowników MPK Stanisław Sadlej powiedział, że związkowcy są zdziwieni, że nikt nie chciał z nimi rozmawiać.
Liczymy, że w tym tygodniu dojdzie jednak do negocjacji, jeśli nie to 9 czerwca rozpocznie się strajk ciągły – powiedział.
Władzom Rzeszowa nie udało się zorganizować komunikacji zastępczej, wszyscy przewoźnicy, do których się zwrócili – odmówili.
oferty pracy w Holandii
Nadpobudliwość pracownika
czerwiec 25, 2008
Ludzie z ADHD mają problemy z koncentracją, są rozkojarzeni, impulsywni i zapominalscy. Często ADHD kojarzy się z dziećmi, tymczasem kłopoty nie znikają w dorosłym życiu. Osoba z ADHD jest nadpobudliwa, jak więc radzi sobie w pracy? A może ADHD jej pomaga?
W Polsce problem jest bagatelizowany. O ADHD u pracowników w ogóle się nie mówi. Tomasz dowiedział się, że ma ADHD całkiem niedawno. W szkole uchodził za niegrzecznego ucznia. Nie mógł usiedzieć na lekcjach. Wszędzie było go pełno. Dziś ma 41 lat, o tym że jego nadpobudliwość to choroba dowiedział się, gdy lekarz rodzinny wysłał go do psychologa.
- W dzieciństwie wszyscy skarżyli się. Prawdziwe problemy pojawiły się dopiero w pracy. Gdy pracowałem jako przedstawiciel handlowy, nadpobudliwość nawet była atutem. Nigdy nie stałem w miejscu, robiłem kilka rzeczy jednocześnie. Zawsze byłem uśmiechnięty, energiczny, to się podobało. Dostałem awans i zostałem dyrektorem. Musiałem zajmować się przede wszystkim dokumentacją. Brałem udział w konferencjach i krew mnie zalewała. Gdy tylko siedziałem przed komputerem dłużej niż godzinę, myślałem że nie wytrzymam. Drżały mi ręce i nogi, pojawiła się potliwość, czułem że zaraz mnie rozsadzi. Do tego byłem nieprzyjemny dla współpracowników. Reagowałem gwałtownie, zdarzyło mi się na nich nakrzyczeć, gdy coś nie szło po mojej myśli. Stwierdziłem, że to nerwica i wybrałem się do lekarza, ten zaś skierował mnie do psychologa zajmującego się ADHD. Śmiałem się, że to niepoważne, przecież nie jestem dzieckiem. Okazało się, że terapia i leki uspokajające mogą pomóc – mówi Tomasz, jest szefem jednej z firm ubezpieczeniowych.
Praca, czy macierzyństwo?
czerwiec 23, 2008
Praca, czy macierzyństwo? A może jedno i drugie? Zapytaliśmy mamy o ich wybory i o to, jak radzą sobie w domu bez pracy lub w pracy bez dziecka.
Janka urodziła rok temu i zdecydowała, że jak tylko dziecko podrośnie pójdzie do pracy. Tak też zrobiła. W wychowaniu dziecka pomagają rodzice Janki.
- Szef poszedł mi bardzo na rękę i mam teraz nienormowany czas pracy. Mogę zaczynać pracę tak jak mi pasuje, ważnej jednak, by przepracować te osiem godzin. Bez rodziców bym sobie nie poradziła. Mój mąż jest kierowcą i czasem nie ma go tygodniami. Gdy idę do biura, to zawożę dziecko do rodziców. Kłopot w tym, że oni mieszkają na drugim końcu miasta. Samo dowóz wraz ze staniem w korkach zajmuje mi czasem ponad godzinę. Tak samo jest, gdy po pracy zabieram dziecko. Nie jestem pewna, czy dobrze zdecydowałam, bo ani nie jestem stuprocentowym pracownikiem, ani stuprocentową matką. Prawdę mówiąc zdecydowały względy finansowe. Spłacamy kredyt na mieszkanie i ja po prostu muszę pracować – mówi Janina Białowieża, pracuje w biurze rachunkowym w Sopocie.
Magda też poszła do pracy. Jest przedstawicielką w biurze podróży. Pracuje nawet więcej niż wcześniej. Kilkunastomiesięcznym Michałem zajmuje się mąż – Marcin, grafik komputerowy.
- Mój mąż został telepracownikiem, pracuje w domu i zajmuje się dzieckiem. Ja postanowiłam wrócić do pracy na cały etat. Takie rozwiązanie dużo bardziej nam się opłaca. Niestety ulgi i świadczenia proponowane przez rząd są dla nas bardzo nieopłacalne. Uważam, że dobrze zdecydowaliśmy. Jestem bardzo zadowolona. A mąż doskonale sprawuje się jako mama, cieszę się że była taka możliwość, by mąż mógł pracować w domu – twierdzi Magda Gajos z Wejherowa.
Patrycja ma już dwuletnie dziecko, drugie urodziła dwa miesiące temu. Od dwóch lat nie pracuje.
- Nie było innej rady, nie miałam nikogo z kim mogłabym pozostawić dziecko. I właściwie nie chciałam. Trochę brakuje mi pracy na uczelni, byłam asystentką. Gdy odchodziłam, mój promotor powiedział nawet, że dziecko staje mi na drodze do kariery. Gdy dowiedział się o drugim nie chciał nawet ze mną rozmawiać. Koleżance powiedział, że chyba zwariowałam albo mój mąż ma jakieś kompleksy i chce mnie zamknąć w domu. To przykre. Ja jednak nie żałuję, że jestem w domu. Jeszcze zdążę zrobić karierę. Bardziej bym się bała, się ominą mnie pierwsze kroki moich dzieci albo ich pierwsze słowa. To prawda jest nam ciężko, mąż pracuje jako handlowiec, sprzedaje materiały budowlane. A ja naprawdę nie mam czasu, żeby dorobić – mówi Patrycja Bałman, jest doktorem, pracowała na jednej z trójmiejskich uczelni.
oferty pracy w Niemczech
Ranking najlepszych pracodawców
czerwiec 22, 2008
Ranking Idealnych Pracodawców powstał na podstawie drugiej edycji badania Universum Student Survey 2008. W tegorocznej ankiecie wzięło udział niemal 10 tys. respondentów z całej Polski. Idealny pracodawca, czyli kto? To takie przedsiębiorstwo, w którym najchętniej chcieliby pracować Polacy. Ranking opublikował m.in. “Puls Biznesu”.
Dla badanych studentów najważniejszymi czynnikami, które przesądzają o atrakcyjności pracodawcy są wynagrodzenie i możliwości awansu (tak odpowiedziało 29 proc.). Natalia Chomicka, country manager Universum Polska, komentując wyniku mówi “Pulsowi Biznesu”, że młodzi cenią u pracodawców przede wszystkim widoki na wysokie zarobki, jasne ścieżki rozwoju i finansowanie dalszej edukacji. Ważne dla badanych są też: ludzie i kultura oraz możliwośc uczestniczenia w profesjonalnych szkoleniach, stabilizacja i możliwość samodzielnego zarządzania czasem. Istotny jest też wizerunek pracodawcy – jego dobra reputacja i prestiż.
A jakie cechy pracodawców zniechęcają kandydatów do podjęcia pracy? Najważniejszym czynnikiem zniechęcającym okazał się brak możliwości zrównoważenia życia osobistego i zawodowego, mało innowacyjne produkty i usługi, brak kontroli nad godzinami pracy oraz brak jasnej ścieżki rozwoju.
Badanie dostarcza też informacji na temat życiowych celów, które stawiają sobie polscy studenci. Młodzi ludzie chcą byc przede wszystkim ekspertami w swojej dziedzinie. Liczy się dla nich także stabilne zatrudnienie i pozycja w firmie oraz równowaga między karierą a życiem osobistym. Chcieliby też, by praca dostarczała im wyzwań. Ciekawostką tegorocznego badania jest potrzeba autonomii, najsilniej podkreślana przez grupę humanistów. Ankietowani wykazali stosunkowo małe zainteresowanie rozwojem międzynarodowej kariery. Zdecydowaną chęć wyjazdu z Polski zadeklarowało zaledwie 3,3 proc. badanych.
Młody sędzia zarobi mniej niż szef sekretariatu
czerwiec 18, 2008
Już wkrótce może się okazać, że pensja kierowniczki sekretariatu będzie wyższa niż młodego sędziego, informuje “Rzeczpospolita”.
Ministerstwo sprawiedliwości proponuje znaczącą podwyżkę uposażeń pracowników i urzędników sądowych oraz prokuratorskich. Średnio mają one wzrosnąć po ok. 154 zł w sądach i po 198 zł w prokuraturze na każdą zatrudnioną osobę. “Rz” doniosi, że na niektórych stanowiskach te podwyżki mogą iść w setki złotych.
Dyrektor sądu, główny księgowy czy kierownik finansowy, mogą liczyć na stawkę wynagrodzenia od 1,8 do 7 tys. zł. Natomiast na stanowiskach specjalistycznych, np. głównego specjalisty, rewidenta czy archiwisty, maksymalna pensja zasadnicza może wynieść 5,2 tys. zł. Sekretarze sądowi czy protokolanci będą mogli liczyć na pensje od 1500 do 4650 zł. Do tego dochodzą jeszcze dodatki za zajmowane stanowisko lub pełnioną funkcję (maksymalnie będzie to więc 2252 zł).
“Rz” informuje, że w sądach i prokuraturach odejdzie się od dotychczasowych kategorii zaszeregowania i przyporządkowanych im widełek kwotowych i zastąpi je systemem widełek kwotowych ustalonych dla poszczególnych grup stanowisk. Ustawa o pracownikach sądów i prokuratur dzieli pracowników na dwie grupy: urzędników i innych pracowników.
Okazuje się, że propozycja ministerialna powoduje, że paradoksalnie personel wykonujący służebną rolę wobec sędziów będzie zarabiał tyle samo, a nawet więcej niż orzekający. “Rz” pisze, że obecnie sędzia sądu rejonowego, który rozpoczyna pracę (nie ma dodatku stażowego i nie pełni w sądzie żadnej funkcji) zarabia ok. 4,9 tys. zł. Po podwyżce dla urzędników jego niewiele starsza koleżanka zatrudniona jako sekretarz sądowy będzie mogła mieć nawet wyższe dochody, gdy zostaną one ustalone w maksymalnej stawce (4650 zł).
Projekt rozporządzenia eliminuje także z wykazu stanowisk urzędniczych tzw. stanowiska funkcyjne, zazwyczaj związane z kierowaniem zespołem pracowników w określonej komórce organizacyjnej. Proponuje, aby zatrudnionym na określonych w spisie stanowiskach, wykazującym się odpowiednimi kwalifikacjami, predyspozycjami i doświadczeniem, powierzać funkcje kierowników, przyznając jednocześnie dodatek funkcyjny z tego tytułu.
wigilia
Praca z nożem na gardle
czerwiec 17, 2008
Są pracownicy, których nie interesuje stabilizacja, czy etat. Wolą pracować nad jednostkowymi projektami. Praca przez kilka dni i to prawie bez przerwy jest dla nich normą. Tak jest w agencjach reklamowych, biurach projektowych, czy w kancelariach prawniczych.
Pracowników “ekstremalnych” na myśl o ustalonych godzinach pracy, podpisywaniu listy obecności czy narzuconym rytmie pracy, przechodzą dreszcze. To osoby, które szukają sposobu na życie i zarabianie pieniędzy, który gwarantuje im więcej swobody. Mobilizuje ich świadomość, że mają nóż na gardle i projekt do zrealizowania. Gdy pracują, narzucają sobie mordercze wręcz tempo pracy, by po zakończeniu zadania całkowicie “odpuścić”. Takie osoby często pracują w tak zwanych wolnych zawodach. Jeżeli jednak zlecenia pojawiają się jedno po drugim, coraz trudniej o komfort wypoczynku.
W wielu przypadkach “pracownicy ekstremalni” lawirują na granicy wycieńczenia, sięgają po dopalacze, czy narkotyki. Niektórym wystarcza adrenalina. W jednym i drugim przypadku, pracę ponad siły przypłacają zdrowiem. Najczęściej nie są w stanie odpoczywać, nie widzą życia poza pracą.
Ania ma 27 lat i jeszcze przed ukończeniem studiów trafiła na staż do biura projektowego. Polubiła pracę. Pracodawca też ją ceni. Obecnie Ania jest zatrudniona na stałe. Pracując nad projektem, potrafi zostać po godzinach, przynieść pracę do domu i jeśli termin goni – posiedzieć do rana.
porównanie lokat