Jedna piąta naszych pensji idzie na emerytury i renty dla niepracujących Polaków. Wkrótce może to być jedna trzecia. Czy stać nas na utrzymanie największej w Unii Europejskiej armii młodych emerytów i zdrowych rencistów?

Hanna Nowakowska ma 55 lat. Od roku jest na wcześniejszej emeryturze: – Zostałam zredukowana. Nie byłam jednak gotowa na bezczynność i wraz z koleżankami wzięłyśmy sprawy w swoje ręce. Założyłyśmy portal internetowy poświęcony turystyce dojrzałych kobiet.
– Ludzie po pięćdziesiątce wciąż potrzebują zajęcia, bo praca daje zadowolenie z życia i zaspokaja jedną z najważniejszych potrzeb – bycia potrzebnym – mówi Radosław Kaczan, psycholog społeczny ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie.
Ostatnio nawet sam premier przyznał w orędziu do narodu z okazji 3 Maja: – Skończyłem już pięćdziesiąt lat i nieskromnie powiem, że to niezły wiek na odpowiedzialną pracę.

Skoro wszystko jest tak oczywiste, dlaczego utrzymanie na rynku pracy osób po pięćdziesiątce okazuje się tak trudnym zadaniem? Rząd Donalda Tuska przedstawił dwie istotne propozycje: ustawę ograniczającą liczbę osób uprawnionych do przechodzenia na wcześniejsze emerytury (z obecnych przeszło miliona pracowników do 130 tysięcy) oraz program „Solidarność pokoleń 50+”, który wprowadza rozwiązania mające zachęcić pracodawców do zatrudniania osób po pięćdziesiątce. Dane statystyczne są bowiem alarmujące. Według GUS w tym roku 6,2 miliona Polaków jest w wieku emerytalnym. Ale równocześnie świadczenia emerytalno‑rentowe pobiera 3,5 miliona osób w wieku produkcyjnym.

Wśród osób, które w 2006 roku nabyły prawa emerytalne, tylko 15 procent kobiet i 26,5 procent mężczyzn osiągnęło ustawowy wiek emerytalny (60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn). Inaczej mówiąc, 80 procent nowych emerytur trafiło do ludzi, którzy powinni jeszcze pracować.

Wydany w lutym 2008 roku przez Forum Obywatelskiego Rozwoju raport „Ile kosztują nas wcześniejsze emerytury?” wylicza, że fakt przejścia części osób w 2006 roku na wcześniejszą emeryturę będzie kosztować państwo 8,2 miliarda złotych.

Co więcej, autorzy raportu przeliczają wcześniejsze emerytury na portfele osób pracujących i okazuje się, że obciążenie z tego tytułu dla każdego pracującego wynosi miesięcznie 210 złotych. A jeśli dodać do tego „wyłudzone renty”, to, czytamy w raporcie:- „Świadczenia- dla młodych emerytów i zdrowych rencistów obciążały w 2006 roku przeciętną osobę pracującą kwotą 280 złotych miesięcznie (3363 rocznie)”.

Profesor Leszek Balcerowicz mówi jeszcze dosadniej: w Polsce każda osoba pracująca ma na utrzymaniu jednego niepracującego w wieku produkcyjnym.

Nietykalni emeryci

Ustawa ograniczająca listę zawodów uprawnionych do wcześniejszej emerytury jest więc decyzją zdroworozsądkową. I – o czym mało kto dziś pamięta – zapowiadaną od lat. Już w 1999 roku zakładano, że system wcześniejszych emerytur służący ochronie restrukturyzacji gospodarki zakończy się w 2007 roku.

– Ze względu na presję polityczną przekładano to na 1 stycznia 2008 roku, a teraz 1 stycznia 2009 roku. Ci, którzy pytają, jakim prawem rząd chce odebrać uprawnienia, zapominają o pierwotnej umowie. Uważają, że tę granicę można przesuwać w nieskończoność – twierdzi minister Michał Boni, szef doradców premiera Tuska.

Najgłośniej buntują się nauczyciele. Szef ZNP Sławomir Broniarz zapowiada strajki, gdyby przywileje emerytalne miały zostać odebrane nauczycielom. Są największą grupą mającą utracić prawo do przedterminowej emerytury. Średni wiek wyjścia z zawodu w tej grupie wynosi 54 lata, podczas gdy w Danii sięga on 67 lat. Według rządu nie ma realnych przesłanek, by uznawać warunki pracy nauczyciela za szczególnie trudne.

Co więcej – jak twierdzi ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Jeremi Mordasewicz – statystyczny nauczyciel żyje dwa lata dłużej niż przeciętny Polak. – Mimo to społecznego przyzwolenia na odbieranie przywilejów nie ma. Dlaczego? Bo społeczeństwo nie jest świadome kosztów, jakie musi ponosić, finansując wcześniejsze emerytury – dodaje Mordasewicz.

Buntują się też kolejarze i pracownicy LOT, bo rząd chce oddzielić prawa maszynisty do wcześniejszej emerytury od praw kasjera sprzedającego bilety kolejowe czy pilota i kontrolera ruchu lotniczego od naziemnego mechanika samolotowego. Bunt podsycają związki zawodowe. Rząd jak na razie twardo powtarza: koniec z przywilejami zbiorowymi.

lokaty porównanie

Leave a Reply