Jakich pracowników szuka Unia w Polsce?
listopad 28, 2008
mBank jest zdecydowanym liderem bankowości elektronicznej, postrzegany jako bank internetowy pierwszego wyboru. Model biznesowy mBanku ewoluuje, ale zachowuje podstawowe wyróżniki – mBank nie oferuje wszystkiego, co w świecie finansów wymyślono, a produkty i usługi, których chcą Klienci. mBank udostępnia je w najlepszych cenach i najlepszej jakości na rynku oraz w wygodny i przyjazny sposób.
Opiekunki do osób starszych oraz zawodowi kierowcy to najczęściej poszukiwani pracownicy wśród Polaków w Unii Europejskiej – poinformował dziś Wojewódzki Urząd Pracy w Warszawie.
Coraz częściej zagraniczne firmy chcą również zatrudniać inżynierów, lekarzy oraz informatyków – dodał WUP w przesłanym dziś komunikacie.
Od lipca 2007 r. do lipca 2008 r. do warszawskiego WUP w ramach sieci EURES (European Employment Services) wpłynęły 784 oferty pracy za granicą.
Najwięcej miejsc pracy dla Polaków oferowali przedsiębiorcy z Wielkiej Brytanii (6.790), Irlandii (1.067), Cypru (583), Hiszpanii (528) oraz Norwegii (306).
“Większość to oferty długoterminowe, skierowane do osób znających w stopniu komunikatywnym język angielski i niemiecki oraz w stopniu podstawowym język hiszpański. Przeważały propozycje dla opiekunek nad osobami starszymi, kierowców z prawem jazdy kat. C,D,E” – czytamy w komunikacie WUP.
Dużym zainteresowaniem cieszyli się również sezonowi pracownicy w rolnictwie, sprzedawcy, mechanicy, spawacze, rzeźnicy, kelnerzy, pokojówki, animatorzy kultury, murarze, stolarze oraz inżynierowie.
Do zagranicznych pracodawców wysłano 1.927 podań kandydatów, którzy spełnili stawiane warunki.
WUP przeprowadził pięć rekrutacji dla zagranicznych pracodawców m.in. z Irlandii dla sprzedawców, asystentów i menadżerów; z Finlandii dla spawaczy; Wielkiej Brytanii do prac sezonowych w ogrodnictwie, Francji dla obsługi hoteli. WUP szacuje, że dzięki tym rekrutacjom pracę przyjęło ponad 600 osób.
Liczba ofert dla Polaków systematycznie rośnie. W 2007 r. ponad 800 firm złożyło oferty pracy do warszawskiego WUP, czyli o 20 proc. więcej niż w 2006 r. (644 oferty) i 50 proc. więcej niż w 2005 r. (302 oferty).
Od 1 maja 2004 r. Polacy mają możliwość korzystania z międzynarodowego pośrednictwa pracy EURES, które ułatwia zatrudnienie w krajach Unii Europejskiej oraz w Norwegii, Islandii i Szwajcarii.
W ciągu ostatnich czterech lat ze służbami EURES w Wojewódzkim Urzędzie Pracy skontaktowało się ponad 20 tys. osób poszukujących zatrudnienia za granicą.
Co roku z Polski emigruje co najmniej tysiąc lekarzy
listopad 27, 2008
Spektakularne wzrosty na lokatach bankowych. Polacy uwierzyli reklamom bankowym, które przekonywały ich, że najlepiej jest odkładać pieniądze na lokatach 3-miesięcznych. W październiku, który był apogeum wojny odsetkowej, ich saldo zwiększyło się aż o 7,41 mld zł. Równie spektakularny wzrost zanotowano w kategorii depozytów o terminie zapadalności od roku do dwóch lat.
Co roku mury polskich uczelni medycznych opuszczają dwa tysiące absolwentów. Emigruje zaś co najmniej tysiąc lekarzy. Zagraniczne firmy headhunterskie kuszą polskich medyków zarobkami, bezpłatnymi kursami językowymi, pomocą w znalezieniu mieszkania. Już wkrótce nie będzie miał nas kto leczyć. To właśnie dlatego “Dziennik” rozpoczyna akcję: “Lekarze, zostańcie z nami”.
Od czasu wejścia do Unii Europejskiej Polskę opuściło ponad 7 tys. lekarzy specjalistów. Coraz więcej szpitali ma kłopot z zatrudnieniem lekarzy. Jednocześnie na polskim rynku intensywnie działają pośrednicy i firmy headhunterskie szukające – skutecznie – młodych, ambitnych lekarzy do pracy na zachodzie Europy i w Skandynawii. Kuszą ich bezpłatnymi kursami językowymi z kieszonkowym, wyjazdami dla całych rodzin, pomocą w znalezieniu mieszkania czy nawet przedszkola dla dziecka.
Headhunterzy na zlecenie szpitali i samorządów w Szwecji, Norwegii, Niemczech, Wielkiej Brytanii czy Hiszpanii walczą o polskich specjalistów na różne sposoby. Przede wszystkim regularnie odwiedzają organizowane od kilku lat Medyczne Dni Kariery (gdzie polscy pracodawcy się nie zjawiają), na które co roku zgłasza się ok. tysiąca polskich lekarzy – zauważa gazeta.
Kuszą ich coraz wymyślniejszymi ofertami. A to bezpłatny kurs języka dla wszystkich członków rodziny, wspólny wyjazd do nowego miejsca pracy na koszt firmy (podczas pobytu opiekunowie pomogą znaleźć przedszkole czy szkołę dla dziecka), a to pomoc w zorganizowaniu przeprowadzki – to tylko niektóre z oferowanych udogodnień. Do tego dochodzą możliwości robienia kariery, szkolenia na koszt pracodawcy.
Sprawny headhunter potrafi wykorzystać nawet klimat. Hiszpańskie słońce może być istotnym argumentem na rzecz podjęcia pracy w tym kraju – przekonuje Agnieszka Fuk z firmy Promedica24. Headhunterzy nie poprzestają na targach pracy. Ogłaszają się w prasie branżowej, pojawiają na konferencjach medycznych, a jeśli trzeba, sami szukają pożądanego przez pracodawcę specjalisty – czytamy w “Dz”.
W polskich szpitalach niestety wciąż pokutuje przekonanie, że zatrudniając lekarza, robi mu się ogromną łaskę – mówi Paweł Jezierski, neurolog i założyciel fundacji “Nie biorę, chcę normalnie zarabiać”. A nie możemy sobie pozwolić na wypuszczanie lekarzy za granicę. Już teraz widać lukę pokoleniową. Brakuje młodych specjalistów. Jeśli w Polsce nie znajdą atrakcyjnej pracy, lada dzień nie będzie miał nas kto leczyć – dodaje.
Chłoń-Domińczak: nie zabraknie pieniędzy na program 50+
listopad 24, 2008
Nowa, “podwójna” lokata w Banku DnB NORD to połączenie lokaty 3-miesięcznej o stałym oprocentowaniu 10%, z lokatą roczną, której oprocentowanie też jest stałe i wynosi 8%. Działa to w ten sposób, że każdy klient zakładający lokatę roczną ma dodatkowo możliwość (nie obowiązek) założenia lokaty 3-miesięcznej.
Nie zabraknie pieniędzy w budżecie na realizację programu 50+ – zapewniła w środę wiceminister pracy i polityki społecznej Agnieszka Chłoń-Domińczak. Resort liczy na wprowadzenie programu już w styczniu przyszłego roku – dodała.
“To jest priorytetowa sprawa dla rządu, w związku z tym jest odpowiednio zabezpieczona w projekcie budżetu na przyszły rok. Nie ma wątpliwości, że pieniądze się znajdą, szczególnie, że Fundusz Pracy jest obecnie w dobrej kondycji finansowej, bezrobocie jest relatywnie małe, więc tych pieniędzy odpowiednio dużo jest” – powiedziała Chłoń-Domińczak w rozmowie z PAP.
Dodała, że w najbliższych tygodniach program trafi pod obrady Rady Ministrów. “Podejmujemy także szereg działań związanych chociażby z planowaniem wydatkowania środków z EFS ze szczególnym uwzględnieniem grupy osób dojrzałych. W najbliższym czasie rząd przedstawi nowelizację ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy, w której jest wiele elementów związanych z ułatwieniem dostępu dla tej grupy do programów finansowanych z Funduszu Pracy, jak również rozwiązania, które zmniejszają koszty zatrudnienia tych osób chociażby przez zwolnienie pracodawców z płacenia składek na Fundusz Pracy i Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych” – powiedziała Chłoń-Domińczak.
Wiceminister pracy brała w środę udział w konferencji inaugurującej kampanię “Zysk z dojrzałości”, organizowaną przez Akademię Rozwoju Filantropii. Celem projektu jest promowanie korzyści z zatrudniania osób powyżej 50. roku życia. Z badań wynika, że 68 proc. bezrobotnych właśnie wiek wskazuje jako podstawową przeszkodę w znalezieniu pracy.
Chłoń-Domińczak przypomniała, że Polska z 30-procentowym wskaźnikiem zatrudnienia osób w grupie wiekowej 55-64 lata zajmuje przedostatnie miejsce w Europie (w Szwecji odsetek ten sięga 70 proc.). Tymczasem Strategia Lizbońska zakłada, by do 2020 roku pracowało co najmniej 50 proc. osób powyżej 55. roku życia. Wiceminister zwróciła także uwagę na niski wiek przechodzenia na emeryturę – 57 lat w przypadku kobiet i 62 lata – mężczyzn. Jej zdaniem ta znaczna dysproporcja wynika często z potrzeby zajęcia się wnukami przez babcie. Niespełna 29 proc. mężczyzn i 13 proc. kobiet kończy pracę w wieku emerytalnym.
“Każdy pracujący płaci 100 zł miesięcznie na tych, którzy korzystają z wcześniejszych świadczeń emerytalnych. Gdyby wszystkie osoby na wcześniejszych emeryturach były aktywne zawodowo, obciążenie budżetu zmniejszyłoby się o 16 proc.” – mówiła Chłoń-Domińczak.
Dodała, że na 38 mln osób w Polsce zawodowo pracuje 15,5 mln. Oznacza to, że na każdego pracującego przypada średnio 1,45 osoby niepracującej (dzieci, emeryci etc.). 4,6 mln osób pobiera emerytury z ZUS, z czego 1,4 mln jest poniżej wieku emerytalnego. Jak podkreśliła Chłoń-Domińczak powoduje to, że rząd musi bardziej koncentrować się na zapewnieniu w budżecie środków na świadczenia dla osób nieaktywnych niż na ułatwiania dla aktywnych zawodowo (np. przez wprowadzenie rozwiązań prorodzinnych).
Jak pokazują ogólnoeuropejskie badania, na które powoływała się wiceminister pracy, ponad 60 proc. Polaków w wieku 55-64 lata chciałoby przejść na emeryturę tak szybko, jak jest to możliwe. Jej zdaniem oznacza to, że jest to problem nie tylko ekonomiczny, ale także społeczny. Nie tylko pracodawcy muszą chcieć zatrudniać doświadczonych pracowników, ale także oni sami muszą mieć chęci do pracy.
Chłoń-Domińczak przypomniała założenia programu 50+. Program zakłada poprawę warunków pracy i promocję zatrudniania osób powyżej 55. roku życia przez dofinansowywanie szkoleń oraz zmniejszenie kosztów pracy. Wiceminister podkreśliła, że szkolenia dla takich osób muszą być dostosowane do ich wieku i sposobu uczenia się.
Program kładzie także nacisk na aktywizację dojrzałych bezrobotnych oraz niepełnosprawnych – m.in. przez nieograniczanie świadczeń rentowych przy podejmowaniu pracy. Wiceminister poinformowała, że projekt ustawy wprowadzającej te rozważania jest już w Sejmie.
Program 50+ ma także zwiększać możliwości zatrudniania kobiet przez rozwój usług umożliwiających godzenie pracy zawodowej z życiem rodzinnym. Chłoń-Domińczak określiła to “odciążaniem babć”. Wyjaśniła, że chodzi m.in. o ułatwienie zakładania żłobków i przedszkoli – odformalizowanie opieki nad dziećmi.
Podkreśliła, że nowy system emerytalny będzie zachęcał do dłuższej pracy – emerytura będzie tym większa, im dłużej będziemy pracować, a kapitał będzie rósł najbardziej dynamicznie pod koniec oszczędzania. Według niej pomiędzy 60. a 70. rokiem życia wysokość przyszłej emerytury może wzrosnąć o 60 proc.
Konferencja “Zysk z dojrzałości” potrwa do czwartku. W ramach kampanii w kinach oraz w radiu emitowane będą spoty reklamowe, organizowane seminaria dla pracodawców na temat zarządzania wiekiem oraz konkurs na rozwiązania przyjazne pracownikom 50+. Zwycięzców konkursu poznamy w listopadzie przyszłego roku.
Polska emigracja zarobkowa wraca z USA do ojczyzny
listopad 23, 2008
Zanim wybierzesz lokaty banku, która jest najlepsza – porównaj je przez internet, sprawdź, wejdź i poczytaj na temat dostępnych na naszej stronie lokat bankowych. Porównywarka lokat. Wszystko o lokatach bankowych, oprocentowaniu i promocji lokat. Największe zyski z lokaty, to najwyżej oprocentowany lokaty. Ranking lokat. Kalkulator lokat. Porównanie lokat.
Samolot z Polski do USA leci w połowie pusty, do Polski – pełny. W tym roku sprzedaż biletów do Polski w jedną stronę wzrosła o jedną trzecią – opisuje “Gazeta Wyborcza”.
W biurze Polameru przy głównej arterii Greenpointu – Manhattan Avenue – panuje ruch. Podobnie w innych agencjach. Wysyłek mienia mamy co najmniej dwa razy tyle, co rok temu. W czerwcu zabrakło miejsc na statkach i kontenerów, musieliśmy tworzyć listy oczekujących – opowiada Małgorzata Chrzanowski z firmy Doma.
Emigracja zarobkowa z Polski do Stanów spada głównie z powodu słabego dolara, szans na lepiej płatną i legalną pracę w krajach Unii, amerykańskich restrykcji imigracyjnych, koniunktury w kraju przy jednoczesnej recesji w USA.
Przestało się opłacać przesyłanie do Polski drobnych sum po 100-300 USD na wsparcie rodziny. Teraz najczęściej wysyła się ubrania, kosmetyki, komputery, samochody. Ceny w Polsce są średnio o 30%-40% wyższe.
Luksusowe auto wysłane bezcłowo jako mienie przesiedleńcze – czyli po roku pobytu w USA oraz pół roku rejestracji i ubezpieczenia pojazdu – jest w Polsce warte ponad dwa razy więcej. W paczkach do kraju wędrują motocykle, quady, laptopy, iPody, aparaty fotograficzne, maszyny przemysłowe, kosiarki, rowery, narty, alkohol, nawet gwoździe. W Polamerze ktoś przesyłał niedawno kryształowy sedes, ktoś inny próbował wysłać dwa kanistry benzyny. Paliwo w Polsce jest niemal dwukrotnie droższe niż w USA.
Połowa Polaków ma zaskórniaki
listopad 22, 2008
Lokata nocna to usługa pozwalająca Twoim pieniądzom pracować, kiedy Ty śpisz i ich nie potrzebujesz. Pod koniec każdego dnia roboczego część środków na Twoim koncie jest automatycznie lokowana i powraca na nie rano, od razu z wypracowanym przez noc zyskiem. Tworząc Konto z lokatą nocną, Alior Bank połączył dla Ciebie trzy podstawowe zalety: bezpłatny rachunek, bezpłatne wypłaty z bankomatów, wysokie oprocentowanie.
Polacy w tym roku wykazali wyższą skłonność do oszczędzania. Prawie połowa Polaków odłożyła pieniądze w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy – informuje Money.pl, na zlecenie którego sondaż przeprowadził instytut MillwardBrown SMG/KRC.
Na początku tego roku podobne badania przeprowadził OBOP. Okazało się wówczas, że 77% gospodarstw domowych nie posiada żadnych oszczędności. Z informacji opublikowanych przez Money.pl wynika, że tylko 56% respondentów deklaruje brak zaoszczędzonych środków. Na wyniki wpłynął też fakt, że jak szacuje Narodowy Bank Polski, Polacy mieszkający za granicą w 2007 roku przysłali do kraju ponad 4,1 mld euro.
Oszczędności Polaków mają najczęściej charakter zaskórników. Co piąty Polak deklaruje, że odłożył od 2 do 5 tys. zł. Jedna na osiem ankietowanych osób przyznała, że udało jej się zaoszczędzić 500 złotych lub mniej. Na oszczędności przekraczające 20 tysięcy złotych mógł sobie pozwolić tylko co dwunasty Polak.
Tradycyjnie najbardziej oszczędne są osoby z dużych miast. Najgorzej pod tym względem jest na wsi – 70% badanych nie było w stanie nic odłożyć. Najwięcej udało się odłożyć osobom z wykształceniem wyższym( blisko połowa osób była w stanie odłożyć od 2 do 10 tys. zł).
Świadectwo na wagę złota
listopad 21, 2008
W październiku zmniejszyła się zgromadzona przez Polaków wartość depozytów w bankach, mimo że banki prześcigały się w wysokości ich oprocentowania. Klienci zamiast zakładać lokaty, woleli wypłacać pieniądze. Wartość depozytów w październiku spadła o ponad pół miliarda złotych – wynika z danych o podaży pieniądza.
Nie chcesz się martwić o pracę? Idź na kurs eksperta energetyki nieruchomości.
Od 1 stycznia przyszłego roku certyfikat energetyczny powinna posiadać każda nieruchomość w Polsce. To efekt nowelizacji prawa budowlanego, która dostosowuje polskie prawo do dyrektyw unijnych. Każdy budynek, mieszkalny czy użyteczności publicznej (wyjątek stanowią między innymi kościoły, zabytki i domki letniskowe), musi zostać przebadany przez wyspecjalizowanego audytora. Oceni on stan ochrony cieplnej budynku (technologia wykonania docieplenia ścian i stropów), system ogrzewania i zaopatrzenia w ciepłą wodę, a także wentylację oraz stan oświetlenia.
Na tej podstawie budynek lub mieszkanie dostanie świadectwo z oceną od „A” (najlepsza) do „G” (najgorsza). Chodzi o to, by każda osoba kupująca nieruchomość wiedziała, jakie koszty eksploatacji będzie musiała ponieść w przyszłości. Certyfikaty mają też skłonić deweloperów oraz właścicieli budynków do inwestowania w rozwiązania ekologiczne.
Za brak świadectwa energetycznego kary nie grożą, ale właściciel nieruchomości, który będzie miał zamiar ją sprzedać, od potencjalnego nabywcy zapewne nieraz usłyszy: „Budynek nie ma certyfikatu, więc powinien pan obniżyć cenę”. Ocena energetyczna ma wpływ na ceny mieszkań na Zachodzie, gdzie certyfikaty obowiązują od kilku lat. Obowiązkowo o certyfikat będą musieli się postarać inwe-storzy nowo oddawanych obiektów – bez niego nie dostaną pozwolenia na użytkowanie budynku.
Zgodnie z nowymi przepisami koszt audytu musi pokryć właściciel nieruchomości – w przypadku mieszkań będą to wspólnoty mieszkaniowe lub spółdzielnie, w przypadku domów każdy zrobi to we własnym zakresie*. Problem w tym, że przepisy wykonawcze do ustawy, gdzie określono program szkolenia audytorów i zakres egzaminu państwowego, ministerstwo wydało dopiero na początku tego roku. W rezultacie do dziś kontrolerów uprawnionych do wydania certyfikatów jest niewielu, a chętni na przybycie audytora muszą czekać kilka miesięcy w kolejce. Szkolenia dla audytorów trwają 60 godzin i kosztują blisko dwa tysiące złotych. Jednakże są to pieniądze, które się zwrócą, bo zapotrzebowanie na audytorów będzie rosło, zwłaszcza że ministerstwo przygotowało już projekt kolejnej nowelizacji przepisów, według której bez certyfikatu mieszkania nie sprzedamy. Świadectwa energetycznego ma wymagać od nas każdy notariusz przy akcie sprzedaży nieruchomości.
* – Audyt mieszkania kosztuje kilkaset złotych, domu około tysiąca złotych
Podupadłeś psychicznie – może to przez płeć szefa?
listopad 20, 2008
16 listopada ruszyła kampania reklamowa, wprowadzająca Alior Bank na rynek. Spoty telewizyjne, reklamy prasowe i internetowe oraz materiały POS przedstawiają “bankowców w melonikach”, symbolizujących wysoką jakość i najlepsze tradycje bankowości. Bank rozpoczyna tym samym budowanie świadomości i rozpoznawalności nowej marki oraz prezentację swojej oferty.
Płeć szefa może mieć wpływ na psychiczne i fizyczne zdrowie podwładnych – wynika z najnowszych badań kanadyjskich naukowców opublikowanych w piśmie “Journal of Health and Social Behavior”.
Wśród kobiet ugruntował się pogląd, że lepiej jest mieć szefa “w spodniach” niż w “spódnicy”. Aby sprawdzić, jak to się ma do rzeczywistości, naukowcy z University of Toronto przebadali grupę 1,8 tys. amerykańskich pracowników z różnych sektorów. Zebrano dane dotyczące ich pracy – zwierzchników, relacji międzyludzkich, odczuwanej presji i satysfakcji, jak również poziomu stresu psychicznego i dolegliwości fizycznych.
Okazało się, że płeć szefa była ważniejsza dla kobiet niż dla mężczyzn. Panie, którymi kierował mężczyzna były mniej zestresowane i miały mniej dolegliwości fizycznych, niż te, które miały szefa płci żeńskiej lub parę szefów – jednej i drugiej płci.
Z kolei, dla panów ważniejsza była liczba kierowników. Jeden szef wywoływał wyższy poziom stresu, niezależnie od płci. Mężczyźni kierowani przez parę – mężczyznę i kobietę, byli mniej zestresowani i mieli mniej dolegliwości fizycznych, niż ci, którymi kierowała jedna osoba.
Państwo płaci lepiej swoim pracownikom niż prywaciarz
listopad 19, 2008
Bank Millennium wprowadza do oferty nowy depozyt – Lokatę Twój Wybór, która jako jedyna na rynku umożliwia Klientom wybór liczby dni, na którą chcą zdeponować pieniądze, przy wyjątkowo atrakcyjnym, stałym oprocentowaniu – 8,5% w skali roku. Twój Wybór to zupełnie nowe podejście do zawierania depozytów – Klienci mogą założyć lokatę na dowolny okres, w przedziale od 30 do 365 dni.
W sektorze publicznym pensje są znacznie wyższe niż w sektorze prywatnym – pisze “Puls Biznesu”. W dodatku wynagrodzenia w tym sektorze rosną szybciej, więc różnica w zarobkach się powiększa.
W lipcu, przeciętny pracownik instytucji lub firmy państwowej zarobił o 644 złotych więcej niż pracownik sektora przedsiębiorstw prywatnych. Rok temu dysproporcja była o 160 złotych mniejsza – wynika z danych przedstawionych przez dziennik.
Według danych GUS, w lipcu pensja przeciętnego pracownika sektora publicznego wyniosła ponad 3 tysiące 800 złotych, była więc o 498 złotych wyższa niż przed rokiem. To jedna z najwyższych dynamik w tej dekadzie. Tymczasem pracownik zatrudniony w sektorze przedsiębiorstw zarobił przeciętnie 3 tysiące 230 złotych.
Jak pisze dziennik, większość państwowych firm nie jest rentowna lub osiąga minimalne zyski. Mimo to rozdaje pieniądze. Według gazety, najlepszym na to przykładem są spółki górnicze. Mimo koniunktury na świecie i wysokich cen węgla rentowność kopalń jest bardzo niewielka. Pensje górników rosną jednak w zawrotnym tempie.
Wszyscy słuchają w pracy
listopad 18, 2008
Bez muzyki nie wyobrażam sobie dnia pracy” – coraz częściej mówią pracownicy. Ze słuchawkami na uszach pracują księgowi wykonujący rozliczenia na komputerze. Bez muzyki wręcz nie mogliby żyć graficy, programiści, czy dziennikarze. Najczęściej powtarzają, że jest to ich niezawodna metoda na zrelaksowanie się, czy skupienie uwagi. Nie tylko pracujący w biurach w ten sposób odcinają się od zawodowej rzeczywistości. Z muzyką na uszach pracują osoby na budowie i w fabrykach. Szefowie w nowym obyczaju nie widzą nic złego. Sami przeglądając umowy w zaciszu gabinetu, włączają ulubioną muzykę. Wielu z nich twierdzi, że w firmie nawet dwie trzecie osób słucha.
Muzyka może tylko pomagać
- Nie ma w tym nic złego. Jeśli pracownicy wykonują monotonną pracę, to dlaczego mają nie słuchać. W ogóle mi to nie przeszkadza. Sam słucham. Gdy chcę się wyciszyć i muszę podjąć ważną decyzję, włączam muzykę poważną. Najczęściej rano nie mogę sobie na to pozwolić, bo załatwiam wiele spraw telefonicznie. Prawie codziennie pracuję do późna, wtedy zakładam słuchawki. Jestem fanem opery. Uważam, że muzyka może tylko pomagać w pracy – mówi Jarosław Bielecki, ma firmę produkującą okna w Pruszczu Gdańskim.
Bez muzyki oszaleję
Andrzej myje okna w biurowcach. Od rana do końca dnia pracy nie rozstaje się ze słuchawkami. Nie lubi tego, co robi. Twierdzi, że bez muzyki by oszalał. – Praca nie jest na miarę moich ambicji. Nienawidzę jej, ale zależy mi na pieniądzach. Będę myć okna do końca września, w ten sposób dorabiam sobie. Gdyby nie muzyka, chyba bym zwariował. Każdy dzień taki sam. Na szczęście szefowi nie przeszkadza, że chodzę ze słuchawkami. Lubię mocne uderzenie, najczęściej włączam Iron Maiden – twierdzi Andrzej Kijak, studiuje architekturę na Politechnice Gdańskiej, od połowy czerwca myje okna gdańskich biurowców.
Marta pracuj w banku, w dziale kredytów. Wszystkie operacje wykonuje na komputerze. Właściwie nie ma kontaktu z klientami. Słuchawki podobnie jak Andrzej nosi prawie cały dzień. – Rano słucham czegoś energetycznego, po południu wolę bardziej kojącą muzykę. U nas w banku właściwie wszyscy w taki sposób pracują. Mamy biurka blisko siebie, a praca wymaga dużego skupienia. Muzyka pozwala odciąć się. Bez słuchawek wszystko by mnie rozpraszało. Nie wiem czy mogłabym szybko i efektywnie pracować bez muzyki. Mam nawet specjalną składankę muzyki do pracy. Lokaty Lubię gitarowe brzmienie, Editors i Interpol, to moje ulubione kapele do słuchania w pracy. Czuję się bardziej pewnie, nie denerwuję się, gdy coś mi nie wychodzi. Przyzwyczaiłam się i nie wyobrażam sobie pracy bez słuchawek. Kierownicy nie mają nic przeciwko, nigdy nikomu nie zwrócili uwagi, żeby zdjąć słuchawki. Oczywiście w kasie, czy przy stanowiskach obsługi klientów byłoby to niedopuszczalne – mówi Marta Wojciechowska, pracuje w gdańskim oddziale jednego z banków.
Miłośniczka Skaldów
Zwolennikiem słuchania muzyki w pracy jest też Maria, księgowa w gdańskiej rafinerii. Do niedawna słuchała swojej ulubionej stacji radiowej emitującej przeboje z lat 70. Dziś rozlicza faktury ze słuchawkami na uszach. – Gdy pracowałam z osobami w podobnym wieku, nie było problemu z muzyką. Każdy z nas wychował się na Niemenie i Skaldach. Dziś w naszym zespole znajdują się też młode osoby, które nie są zwolennikami preferowanej przez mnie muzyki. Zaczęły się sprzeczki. Każdy chciał coś innego, gdy wychodziłam, współpracownicy szybko zmieniali stację na bardziej młodzieżową. Zdecydowaliśmy, że nie będziemy włączać radia głośno, każdy słucha czego chce przez słuchawki – mówi Maria Piechocińska,
Muzyczny kokon
O ile specjaliści od zarządzania personelem nie widzą przeszkód w słuchaniu muzyki przez pracowników, o tyle coraz częściej zauważają, że komunikacja między nimi słabnie.
Pracownicy wolą wysyłać maile, niż podejść i zapytać o coś współpracownika.
- Coraz częściej spotykamy się z takim obrazkiem, że pracownik w słuchawkach siedzi przed komputerem i właściwie nic nie mówi. Jest całkowicie odizolowany od życia firmy. Łatwiej jest mu rozmawiać z kierownikiem siedzącym kilka biurek dalej za pomocą komunikatora lub przez maile, niż po prostu twarzą w twarz. Łatwiej jest wysłać maila, bo rozmowa może wymagać emocji. Wiadomo, że czasem się boimy, denerwujemy. W mailu możemy to ukryć. Dobrze jest mieć własne metody na walkę ze stresem i słuchanie muzyki do nich należy. Nie ma w tym nic złego. Jednak niedobrze jest się zamykać we własnym kokonie, odseperowanym od otoczenia. Słuchanie muzyki przez całe osiem godzin może nie być korzystne dla zdrowia. Nie tylko myślę tu o kłopotach ze słuchem. Ale pracownik może mieć poczucie, że żyje w kilku światach albo coraz bardziej się w nich zasklepia. Niektórzy twierdzą, że można słuchać muzyki nałogowo. Są tacy, którzy niechętnie zdejmują słuchawki, a przecież trzeba je zdjąć. Oczywiście są takie zawody, których przedstawiciele nie mogą lub nie powinni nakładać słuchawek. Myślę tu o taksówkarzach, czy pracownikach obsługi klientów – mówi Adam Kropicki, psycholog pracy, prowadzi kursy dotyczące zarządzania personelem. (ag)
Ciekawi nas jakiej muzyki słuchacie w pracy i czy szef nie zabrania Wam wykonywania obowiązków ze słuchawkami na uszach? Czy muzyka w pracy pomaga? A może przeszkadza? Czekamy na Wasze opinie w tej sprawie.